poniedziałek, 28 lipca 2014

Rozdział 2

Po szkole szybko pojechałam do sklepu( czyli do mojej pracy) miałam już 10 minut spóźnienia bo po lekcjach rozmawiałam z panią McLond, moją wychowawczynią, musiałam wyjaśnić całą sprawę z Joshem.
-Dzień dobry Paul-przywitałam się z moim szefem, z którym jestem na ,,ty'' chociaż on jest ode mnie o 30 lat starszy jego żona Julie, która ma trochę ponad 30 lat też jest ze mną po imieniu traktuje ich jak przyjaciół, w końcu pracuję tu prawie 2 lata. To bardzo dobrzy ludzie, zawsze mogę na nich liczyć!
-Cześć Izzy-odpowiedział radośnie Paul.
-Przepraszam za spóźnienie ale musiałam dłużej zostać w szkole.
-Nic nie szkodzi, ale już zabieraj się do roboty-od razu wyjaśniam, ja nie pracuję tu na kasie, może czasami, moją główną pracą jest tu układanie towaru, sprawdzanie terminów przydatności itp, bardzo lubię swoją pracę mam tu czas na myślenie. Paul i Julie to jedni z nielicznych ludzi przed którymi się otworzyłam może tego nie widać aż tak bardzo ale nie rozmawiam z ludźmi, rozmawiam tylko z tymi którym ufam lub z tymi z którymi muszę rozmawiać. Do kolegów i koleżanek z klasy też rzadko się odzywam to taj jak mówiłam wcześniej przez Conora. Teraz wszyscy nazywają mnie odludkiem, sierotą, ofiarą...ale ja to przyjmuję do siebie i trochę zdziwiło mnie moje zachowanie dzisiaj co do Josha. Narida czasami mówi mi, że lepiej się wypłakać, ale ja rzadko kiedy płaczę chociaż czasami nie mogę wytrzymać to się powstrzymuję nie chce żeby ktoś widział jak płaczę. Ostatni raz kiedy tak naprawdę płakałam to 4 lata temu na pogrzebie mojej mamy Anny. Z babcią coraz ciężej się dogaduję, coraz więcej zapomina tato dzwoni do mnie czasami ale telefon najczęściej oddaję babci lub nie odbieram, po prostu nie chcę z nim rozmawiać. Pamiętam jak 3 lata temu po mnie przyjechał bo nie chciał żebym mieszkała z babcią, ale ja zamknęłam się w pokoju i nie chciałam z niego wyjść. Zawsze bardziej kochałam mamę niż jego choćby ze względu na to że to ona wszystkiego mnie nauczyła, bo taty wiecznie nie było w domu. Powodem dla którego nie chciałam jechać było to, że za bardzo kocham Londyn, nie chodzi o to że nie lubię wsi owszem lubię, pamiętam że gdy byłam mała często wyjeżdżaliśmy na wakacje właśnie na wieś. Drugim powodem jest to, że nie chcę zostawić tu samej babci i nie chcę opuszczać Naridy, a trzecim powodem jest to że nie mogę wybaczyć ojcu tego, że nas zostawił to boli najbardziej. Nim się obejrzałam a minęła już 17:00 koniec pracy!
-To do jutra-powiedziałam wychodząc.
-Do jutra Izzy-odpowiedział Paul wręczając mi zrobioną przez Julie kolacje dla mnie i dla babci. Zawsze mi robili kolację, bo wiedzieli że babcia nie jest w stanie nic zrobić co najwyżej kanapki mówi że to jej specjał, czasami gotowała jakąś zupę ale teraz ja muszę się tym zajmować a Paul i Julie postanowili codziennie po pracy dawać mi kolację.

~~*~~
-Już jestem babciu-krzyknęłam wchodząc do domu-zgadnij co dzisiaj mamy na kolację-nie dokończyłam bo na łóżku babci siedziała jakaś baba z jakimś facetem. Byłam zaskoczona, co się dzieje?
-Kim państwo są?-zapytałam stojąc nieruchomo.
-Dobry wieczór Izabello. Jesteśmy pracownikami opieki społecznej.
-Słucham? Gdzie jest babcia-nogi się pode mną ugięły myślałam o najgorszy, ale po chwili z mojego pokoju wyszła babcia.-Babciu, co się stało?-zapytałam ale ona dziwnie mi się przyglądała.
-Kim pani jest? Czy ja także zapraszałam panią na herbatkę? Już mam gości!-co ona bredziła?
-Ale przecież ja jestem twoją wnuczką!-prawie krzyknęłam, ale babcia zignorowała mnie i zaczęła coś robić w kuchni.-Co tu się dzieje?-zapytałam podniesionym tonem tych dwoje spokojnie siedzących na łóżku.
-Posłuchaj Izabello!-zaczęła mówić ta baba-twoja babcia jest chora nic nie pamięta, twoja sąsiadka zauważyła jak chodziła po ulicach Londynu i pytała ludzi gdzie ona mieszka i wtedy to sąsiadka przyprowadziła ją do domu i nas wezwała.-myślałam o najgorszym ja nie chcę żeby babcię gdzieś zamknęli w jakimś domu starców.
-Co z tym robicie?-zapytałam.
-Zadzwoniliśmy już do twojego ojca jutro tu będzie.
-Słucham? Po co do niego dzwoniliście?-to najgorsze co mogli zrobić, byłam wstrząśnięta.
-Twój ojciec zabierze Cię ze sobą.
Usiadłam twardo na krześle musiałam się trochę uspokoić, miałam ogromne pragnienie, że to wszystko co się teraz dzieje to koszmarny sen z którego się zaraz obudzę. Mogę mieszkać pod mostem byle nie z ojcem !
-A co z babcią?-zapytałam żałośnie.
-Niestety, twoją babcię zabierzemy do domu spokojnej starości, tam będzie miała fachową opiekę-na moje pytanie tym razem odpowiedział ten facet.
Ciężko mi było myśleć, że rozdzielą mnie z babcią tak bardzo się ze sobą zżyłyśmy, to wszystko się dzieje tak nagle!
-Posłuchaj Izabelle, rozumiem że ciężko Ci się z tym pogodzić, bardzo mi przykro że tak potoczyło się twoje życie-ta baba zaczęła mi gadać o moim życiu.
-Mnie tez jest przykro!-powiedziałam buntowniczo.
-Najlepiej będzie jeśli zaczniesz się pakować, dzisiejszą noc spędzisz w specjalnym domu dla bezdomnych matek z dziećmi będziesz miała pokój tylko dla siebie. To tylko na jedna noc.
-Nie będę spała w żadnym domu dla bezdomnych tylko tutaj i niech mi pani nie rozkazuje!-krzyczałam na nią, byłam wściekła, zła na cały świat.
-Uspokój się-powiedział spokojnym głosem ten facet.
-Jak ja niby mam się uspokoić. Nigdzie stąd nie wyjeżdżam, to mój dom i w nim będę mieszkała. A szkoła?-może dzięki temu pozwolą mi zostać w Londynie, nie potrzebny mi ojciec sama sobie ze wszystkim poradzę.
-Dzwoniliśmy już do twojej szkoły dyrektor powiedział że masz bardzo dobre oceny i  tej sytuacji w jakiej obecnie jesteś możesz wyjechać, nauczyciele wystawili ci stopnie i na jutro będziesz miała wystawione świadectwo. I tak to końca roku szkolnego pozostał niecały miesiąc więc będzie mniej nauki-wszystko dokładnie mi wytłumaczyła, ale ja nie byłam z tego zadowolona. Po długich namowach tych dwoje, zaczęłam się pakować na noc do tego ośrodka, zabrałam tylko piżamę i coś na jutro, umyję się tutaj, byłam wściekła na ojca, że przyjedzie jutro, w ogóle za wszystko byłam na niego wściekła.
-Spakowana?-zapytał mnie James, bo mi się przedstawił, a ta baba nazywa się Christina. Ten James sprawiał lepsze wrażenie okazało się że ma 27 lat (ta Christina wyglądała na 50).
-Czy naprawdę muszę tam jechać?-miałam jeszcze małą nadzieję że pozwolą mi zostać-dam sobie radę, przecież to jedna noc. Jestem już samodzielna!
-Przykro mi, ale naszym obowiązkiem jest przewieść cię do ośrodka, chociaż to tylko jedna nic. Niestety nie możemy zostawić Cię tu samej.
Byłam zdruzgotana tym co się stało, ale właśnie teraz przypomniałam sobie o Naridzie, nie chcę jej zostawiać przecież mamy tylko siebie, jesteśmy jak siostry, teraz poczułam się jeszcze gorzej, na samą myśl o tym, że ją tu zostawię nie chce mi się żyć. Niestety moje błagania nic nie dały, zostałam przewieziona do tego cholernego ośrodka nie chciałam tam być te hałasy które dobiegały z innych pokoi doprowadzały mnie do szału, chciałam stąd uciec, jak najszybciej.
Nagle w mojej kieszeni poczułam wibracje, pośpiesznie wyjęłam telefon i spojrzałam na ekran. To był ojciec, odebrałam.
-Halo!
-Cześć Izzy, przepraszam Cię że przyjadę po Ciebie dopiero jutro, ale droga jest bardzo długa, jade już 2 godziny.
-Nie musisz po mnie przyjeżdżać!
-Muszę, nie mogę zostawić Cię samej.
-Słucham? Przecież już mnie zostawiłeś.
-Izzy, nie mów tak, nie układało nam się z mamą a po jej śmierci nie chciałaś ze mną jechać, bo szkoła i te inne rzeczy, i przecież zostałem z tobą przez rok ale babcia powiedziała że sobie z tobą poradzi. Myślisz, że nie chciałem Cię ze sobą zabrać, bardzo chciałem!
-Nie tłumacz się, nie musisz. A po za tym to ja nie mogę wyjechać!
-Możesz, już wszystko jest załatwione.
-A Narida?
-Poradzi sobie jakoś.
Rozłączyłam się, nie chcę stąd wyjeżdżać tu jest mój dom.
Długo o wszystkim myślałam i stwierdziłam że i tak będę musiała jechać z ojcem dlatego muszę zadzwonić do Naridy i o wszystkim jej powiedzieć.
-Halo!
-Cześć Narida!
-Hej Izzy!
-Nie zgadniesz co się stało.
-Co takiego?
-Jutro wyjeżdżam z ojcem na wieś.
-Słucham? jak to? Co się stało?
-Babcia straciła pamięć, nawet mnie nie pamięta, i ją zabrali do domu spokojnej starości a ja nocuję w jakimś ośrodku. Życie jest do bani.
-Boże Izzy, ty nie możesz wyjechać!
-Wiem, ale muszę... postaram się zrobić wszystko co tylko się da by zostać !

___________________________________________________________________________
chyba wyszedł długi ?!!... w każdym bądź razie przepraszam że tak długo nie dodawałam posta :cc mam nadzieję że się podoba, pozdrawiam i zostawcie komentarz :)  ps:za wszelkie błędy przepraszam   love xx

1 komentarz:

  1. Świetny <3
    Kocham pisz szybko nn <3
    Czekam <3 / Kamila

    OdpowiedzUsuń