Noc w tym ośrodku była koszmarna, powoli zaczynam tęsknić za moim domem. Postanowiłam, że wstanę i spakuję swoje rzeczy a później umyję zęby. Gdy sprzątałam w pokoju, już miałam iść do łazienki gdy wszedł ojciec. Greg Parker mój ojciec trochę się zmienił, ale nadal był muskularny, dobrze zbudowany, zauważyłam dłuższe włosy i zapuścił brodę ho ho jaki przystojny ...na prawdę!
-Witaj Izzy!-powiedział i mnie mocno przytulił ja tez trochę się za nim stęskniłam ale nie byłam specjalnie szczęśliwa.
-Cześć!-tylko na tyle było mnie stać.
-Nadal jesteś na mnie zła?-spojrzał na mnie z troską.
-A jak myślisz? Po za tym chce ci powiedzieć, że nigdzie z tobą nie jadę!-powiedziałam odsuwając się od ojca.
-Izzy, nie masz wyboru i tak głupio postąpiłem zostawiając Cię tutaj z babcią!
-Jeśli nie chcesz mnie zostawić to się tu przeprowadź!-powiedziałam stanowczo, ojciec spojrzał na mnie tępo, po czym popatrzył w okno i powiedział:
-Przecież nie zostawię tego co udało mi się zbudować bo ty masz taki kaprys! To nie takie łatwe.
-Naprawdę? a mnie to jakoś zostawiłeś i było Ci łatwo!-krzyczałam na niego ciągle, nie mogłam mu wybaczyć i zapomnieć.
-Izzy, jesteś nie fair, nie możesz mnie tak bardzo o to winić to nie tylko moja wina ale również mamy, nie układało nam się!-powiedział już podniesionym tonem.
-Jak możesz za to wszystko obwiniać mamę!
-Zabieraj swoje rzeczy, czas jechać!
-Nigdzie nie jadę.-krzyknęłam po czym wybiegłam z budynku, usiadłam na pobliskiej ławce, mógł nie wspominać o mamie! przecież to on nas zostawił! Myśl że może mną rządzić, wiele się od mamy nauczyłam, to dzięki niej byłam taka samodzielna ojciec rzadko się mną interesował a teraz nagle przyjechał i myśli że rzucę mu się w ramiona i z wielką chęcią pojadę na tę jego wieś. Nagle na swoim ramieniu poczułam czyjąś rękę. To był on !
-Izzy, wiem że Ci ciężko to wszystko zostawić ale w życiu nie zawsze musi być jak ty byś chciała. Zabrałem twoje rzeczy a teraz chodź pojedziemy do domu żebyś zabrała resztę-wiem, że nic tu nie zdziałam i że będę musiała wyjechać ale muszę zrobić jeszcze coś.
-Dobrze, ale musisz mnie zawieść do Naridy, mojej pracy i do babci, chcę się pożegnać!
-To się da załatwić!-uśmiechnął się ale ja mu nie zawtórowałam nie miałam powodu do śmiechu.
Gdy zabraliśmy z domu wszystkie moje rzeczy, najpierw pojechaliśmy do babci, niestety nie pożegnałam się z nią bo ona mnie nie pamiętała i myślała że jestem pielęgniarką, nie wiem dlaczego. Potem pojechaliśmy do Paula i Julie, do pracy, ciężko było mi się z nimi pożegnać. Julie się nawet rozpłakała a Paul wręczył mi wypłatę za ten miesiąc i powiedział że jak wrócę to koniecznie, będę musiała ich odwiedzić. A teraz jadę do Naridy, tak bardzo nie chcę się z nią żegnać, aż płakać mi się chce gdy o tym myślę.
-To tutaj-powiedziałam tacie, który się zatrzymał, wysiadłam i zobaczyłam że w drzwiach domu stoi Narida, miała prywatny dom, widziałam smutek na jej twarzy. Pobiegłam do niej i się przytuliłyśmy.
-Izzy nie wyjeżdżaj! Proszę-mówiła szlochając.
-Nie chcę wyjeżdżać, ale muszę.
-Czyli co, musimy się pożegnać!-kiwnęłam głową a Nad się rozpłakała.
-Ale nadal będziemy przyjaciółkami, nigdy nie poznam lepszej przyjaciółki niż ty. Obiecuję że będę dzwonić i pisać codziennie.
-A cy będziesz mnie odwiedzać?-zapytała.
-Oczywiście wtedy kiedy będę mogła i ty też będziesz mnie odwiedzać.
-Dobrze!-powiedziała uśmiechając się lekko.
Znowu ją przytuliłam bo wiedziałam, że nie prędko się spotkamy. Zauważyłam ojca pokazującego na zegarek, szczerze mam to w upie że mu się śpieszy, ja w końcu żegnam się z przyjaciółką.
-Na mnie już czas Narida.
-Rozumiem, będę tęsknić-z jej oczu znów polały się łzy.
-Ja bardziej-jeszcze raz się uściskałyśmy po czym wróciłam do auta i odjechaliśmy. Byłam zła na ojca i na samą siebie a najbardziej to było mi smutno że zostawiłam te wszystkie ważne dla mnie osoby.
Muszę pomyśleć o czymś innym, bo te wspomnienia rozsadzają mi głowę! Zastanawiam się nad tym co ja tam będę robić, tato mi kiedyś mówił że to ''wieś z prawdziwego zdarzenia'' mam nadzieję że jest tak asfalt, bo przecież muszę jeździć na deskorolce, postanowiłam zapytać o to ojca.
-Czy w tej twojej wsi jest asfalt?
-Nie ma, a dlaczego pytasz?-Co? gorzej być nie mogło teraz to miałam ochotę wysiąść z auta i pobiec z powrotem do Londynu.
-To gdzie ja będę jeździć na deskorolce ?
-No mogę cie czasami wozić do takiego miasteczka niedaleko-trochę mi ulżyło ale przecież codziennie nie będę tam jeździć. Jak ja mogłam się na to zgodzić, mogłam gdzieś uciec..!
~*~
-To tutaj-oznajmił ojciec i zatrzymał się przed wielkim drewnianym domem, nawet spoko. I nagle przeszył mnie dreszcz, pomyślałam ''to twój nowy dom Izzy'' i zrobiło mi się smutno. Tak bardzo chciałam wrócić do Londynu. Ojciec głupio się uśmiechnął i zaczął wyjmować moje bagaże.
-Zostaw je i zwieś mnie z powrotem do Londynu!-krzyczałam sama nie wiem czemu!
-Izzy uspokój się! Przestań się tak buntować! Co ja ci takiego zrobiłem?-przystanął obok mnie i spojrzał na mnie już on dobrze wiedział co chce powiedzieć, więc zabrał walizki i poszedł w stronę domu, ale i tak krzyknęłam do niego.
-Już ty dobrze wiesz co mi zrobiłeś, więc nie zgrywaj niewinnego!nie odpowiedział zrobił tylko wroga minę i znowu zaczął iść, miałam ochotę wsiąść do tego samochodu i gdzieś pojechać. W sumie co mi szkodzi, mogę spróbować. Ojciec wszedł do domu więc nie traciłam ani chwili, wsiadłam do środka.. ha zostawił kluczyki już miałam odpalić gdy:
-Co ty robisz?-to nie był ojciec, przy drzwiach stał nieznany mi chłopak z blond włosami. Popatrzyłam na niego tępo.
-Nie twoja sprawa!-spojrzał na mnie dziwnie a ja nie wiedziałam co mam zrobić.
-Przecież to samochód Grega-zatkało mnie on znał mojego ojca i był z nim na ''ty''.
-Co z tego? To mój ojciec!-otworzył szeroko oczy.
-To ty jesteś Izzy! Ja jestem Niall-wyciągnął w moja stronę rękę, skąd wiedział jak mam na imię, to wszystko było dziwne, nagle zauważyłam zbliżającego się w nasza stronę ojca.
-Cześć Niall widzę, że się już poznaliście! Izzy a tak poza tym to dlaczego ty tutaj siedzisz?-nic mu nie odpowiedziałam tylko wysiadłam z tego cholernego samochodu i ruszyłam w stronę domu.
Po wejściu do środka zupełnie mnie zatkało był duży i czysty, tutaj na prawdę mieszka Greg Parker, pamiętam jak mieszkał ze mną i mamą przecież to największy bałaganiarz, odziedziczyłam to po nim, a tu wszystko lśni. Jedynie co mogę powiedzieć to ŁAŁ!!!
-Podoba ci się?-zapytał ojciec stojący obok, nie zauważyłam go, mam nadzieję zę przed chwilą przyszedł i nie widział mojego zaskoczenia i głośnego ŁAŁ!
-Może być!-odpowiedziałam poważnym tonem nie chciałam aby wiedział że m się podoba.
-Chodź zaprowadzę Cię do twojego pokoju.
''Do mojego pokoju'' hola mój pokój jest w Londynie tutaj pokój w którym będę spała. Otworzył drzwi i zobaczyłam na prawdę ładne pomieszczenie, odpowiednim określeniem tego pokoju jest ''przytulny'', nie był duży był średni takie lubię. Miał jasne czekoladowe ściany duże łóżko, zawsze takie chciałam, przy łóżku biała szafka nocna z kremową lampką, z lewej strony było okno przy którym stało biurko a po prawej stała duża szafa i czerwony fotel, przy łóżku zauważyłam mały mięciutki dywan, tu było na prawdę ładnie.
-I jak?-zapytał ojciec.
-Fajnie, gdzie reszta moich rzeczy?
-Zaraz przyniosę-już obmyślałam sobie gdzie przyczepię obrazy które ze sobą zabrałam a zdjęcie mamy postawię na szafce nocnej nawet znalazłam miejsce dla mojej deski. Nie mogłam się powstrzymać położyłam się na łóżku było takie wygodne, mogłabym na nim zasnąć i wtedy drzwi do pokoju otworzyły się, byłam pewna że to tato, ale nie, ku mojemu zdziwieniu ma na imię Niall, uśmiechnął się.
-Widzę, ze już się zadomowiłaś.
-Co ty tu robisz?-zapytałam zdziwiona.
-Przyszedłem Cię odwiedzić w końcu będziemy sąsiadami!
Powiedział siadając na rogu mojego łóżka, postanowiłam usiąść obok niego i z nim pogadać, był nawet przystojny i pomimo tego, że mieszka na wsi ubiera się ładnie. Konkretnie to miał na sobie T-shirt, jasne rurki, skejty, i świetnie ułożone włosy.
-Naprawdę? a gdzie mieszkasz?
-Mój pokój jest na przeciwko twojego-Co, on mieszka tutaj, nie wiedziałam co powiedzieć czy to jest jego syn? Chyba nie bo na oko jest ode mnie jakiś rok starszy.
-To ty tutaj mieszkasz? Jesteśmy rodziną?
-Nie, nie jesteśmy rodziną, mieszkamy z twoim ojcem a konkretnie ja i moja mama!-nic, nawet słowem mi nie powiedział że mieszka z kimś.
-Czyli mój ojciec i twoja mama są razem?-Niall spojrzał na mnie tępo.
-Nie!-ulżyło mi-moja mama, pracuje u twojego ojca w stadninie koni są przyjaciółmi a mieszkamy tu dlatego, ponieważ dwa lata temu spłonął nasz dom-opowiadając mi o tym posmutniał na twarzy to straszne co mu się przydarzyło.
-Przykro mi-ale jeszcze jednego byłam ciekawa-a twój ojciec?-zapytałam i w jego oczach zobaczyłam ból.
-Spłonął razem z domem, mnie i mamy wtedy nie było w domu a on był kaleką i sama wiesz.
-To straszne stracić kogoś w taki sposób.
-A twój ojciec okazał się być dla nas przyjacielem i pozwolił nam tu zamieszkać-uśmiechnął się do mnie, odpowiedziałam mu tym samym. A jednak ojciec nie jest taki zły jak myślałam.
-Gdzie wcześniej mieszkałaś?
-W Londynie!-odpowiedziałam i zaraz zrobiło mi się smutno.
-Ja kiedyś mieszkałem w Irlandii ale gdy miałem prawie 13 lat to się przeprowadziliśmy-wpadłam na pomysł, w ten sposób dowiem się ile ma lat.
To ile już tutaj mieszkasz?-i właśnie to mój pomysł.
-No już prawie siedem lat-z matmy nie byłam najlepsza, ale z moich obliczeń wynika że Niall ma 20 lat poczułam się jak gówniara.
-A ty ile masz lat?-a jednak mnie rozgryzł.
-Ja?za miesiąc 17-uśmiechnął się do mnie a ja poczułam że pierwszy raz się rumienię.
________________________________________________________________________
Rozdział wcześniej, dla WAS. mam nadzieje że nie ma żadnych błędów a jak są to przepraszam. jak się podoba to komentujcie a jak nie to też xD heh ... pod wcześniejszym rozdziałem był tylko 1 komentarz tak więc następny rozdział pojawi się gdy pod tym postem będzie minimum 5 komentarzy. wierzę w was :) Kocham xx
Story Of My Life
czwartek, 31 lipca 2014
poniedziałek, 28 lipca 2014
Rozdział 2
Po szkole szybko pojechałam do sklepu( czyli do mojej pracy) miałam już 10 minut spóźnienia bo po lekcjach rozmawiałam z panią McLond, moją wychowawczynią, musiałam wyjaśnić całą sprawę z Joshem.
-Dzień dobry Paul-przywitałam się z moim szefem, z którym jestem na ,,ty'' chociaż on jest ode mnie o 30 lat starszy jego żona Julie, która ma trochę ponad 30 lat też jest ze mną po imieniu traktuje ich jak przyjaciół, w końcu pracuję tu prawie 2 lata. To bardzo dobrzy ludzie, zawsze mogę na nich liczyć!
-Cześć Izzy-odpowiedział radośnie Paul.
-Przepraszam za spóźnienie ale musiałam dłużej zostać w szkole.
-Nic nie szkodzi, ale już zabieraj się do roboty-od razu wyjaśniam, ja nie pracuję tu na kasie, może czasami, moją główną pracą jest tu układanie towaru, sprawdzanie terminów przydatności itp, bardzo lubię swoją pracę mam tu czas na myślenie. Paul i Julie to jedni z nielicznych ludzi przed którymi się otworzyłam może tego nie widać aż tak bardzo ale nie rozmawiam z ludźmi, rozmawiam tylko z tymi którym ufam lub z tymi z którymi muszę rozmawiać. Do kolegów i koleżanek z klasy też rzadko się odzywam to taj jak mówiłam wcześniej przez Conora. Teraz wszyscy nazywają mnie odludkiem, sierotą, ofiarą...ale ja to przyjmuję do siebie i trochę zdziwiło mnie moje zachowanie dzisiaj co do Josha. Narida czasami mówi mi, że lepiej się wypłakać, ale ja rzadko kiedy płaczę chociaż czasami nie mogę wytrzymać to się powstrzymuję nie chce żeby ktoś widział jak płaczę. Ostatni raz kiedy tak naprawdę płakałam to 4 lata temu na pogrzebie mojej mamy Anny. Z babcią coraz ciężej się dogaduję, coraz więcej zapomina tato dzwoni do mnie czasami ale telefon najczęściej oddaję babci lub nie odbieram, po prostu nie chcę z nim rozmawiać. Pamiętam jak 3 lata temu po mnie przyjechał bo nie chciał żebym mieszkała z babcią, ale ja zamknęłam się w pokoju i nie chciałam z niego wyjść. Zawsze bardziej kochałam mamę niż jego choćby ze względu na to że to ona wszystkiego mnie nauczyła, bo taty wiecznie nie było w domu. Powodem dla którego nie chciałam jechać było to, że za bardzo kocham Londyn, nie chodzi o to że nie lubię wsi owszem lubię, pamiętam że gdy byłam mała często wyjeżdżaliśmy na wakacje właśnie na wieś. Drugim powodem jest to, że nie chcę zostawić tu samej babci i nie chcę opuszczać Naridy, a trzecim powodem jest to że nie mogę wybaczyć ojcu tego, że nas zostawił to boli najbardziej. Nim się obejrzałam a minęła już 17:00 koniec pracy!
-To do jutra-powiedziałam wychodząc.
-Do jutra Izzy-odpowiedział Paul wręczając mi zrobioną przez Julie kolacje dla mnie i dla babci. Zawsze mi robili kolację, bo wiedzieli że babcia nie jest w stanie nic zrobić co najwyżej kanapki mówi że to jej specjał, czasami gotowała jakąś zupę ale teraz ja muszę się tym zajmować a Paul i Julie postanowili codziennie po pracy dawać mi kolację.
~~*~~
-Już jestem babciu-krzyknęłam wchodząc do domu-zgadnij co dzisiaj mamy na kolację-nie dokończyłam bo na łóżku babci siedziała jakaś baba z jakimś facetem. Byłam zaskoczona, co się dzieje?
-Kim państwo są?-zapytałam stojąc nieruchomo.
-Dobry wieczór Izabello. Jesteśmy pracownikami opieki społecznej.
-Słucham? Gdzie jest babcia-nogi się pode mną ugięły myślałam o najgorszy, ale po chwili z mojego pokoju wyszła babcia.-Babciu, co się stało?-zapytałam ale ona dziwnie mi się przyglądała.
-Kim pani jest? Czy ja także zapraszałam panią na herbatkę? Już mam gości!-co ona bredziła?
-Ale przecież ja jestem twoją wnuczką!-prawie krzyknęłam, ale babcia zignorowała mnie i zaczęła coś robić w kuchni.-Co tu się dzieje?-zapytałam podniesionym tonem tych dwoje spokojnie siedzących na łóżku.
-Posłuchaj Izabello!-zaczęła mówić ta baba-twoja babcia jest chora nic nie pamięta, twoja sąsiadka zauważyła jak chodziła po ulicach Londynu i pytała ludzi gdzie ona mieszka i wtedy to sąsiadka przyprowadziła ją do domu i nas wezwała.-myślałam o najgorszym ja nie chcę żeby babcię gdzieś zamknęli w jakimś domu starców.
-Co z tym robicie?-zapytałam.
-Zadzwoniliśmy już do twojego ojca jutro tu będzie.
-Słucham? Po co do niego dzwoniliście?-to najgorsze co mogli zrobić, byłam wstrząśnięta.
-Twój ojciec zabierze Cię ze sobą.
Usiadłam twardo na krześle musiałam się trochę uspokoić, miałam ogromne pragnienie, że to wszystko co się teraz dzieje to koszmarny sen z którego się zaraz obudzę. Mogę mieszkać pod mostem byle nie z ojcem !
-A co z babcią?-zapytałam żałośnie.
-Niestety, twoją babcię zabierzemy do domu spokojnej starości, tam będzie miała fachową opiekę-na moje pytanie tym razem odpowiedział ten facet.
Ciężko mi było myśleć, że rozdzielą mnie z babcią tak bardzo się ze sobą zżyłyśmy, to wszystko się dzieje tak nagle!
-Posłuchaj Izabelle, rozumiem że ciężko Ci się z tym pogodzić, bardzo mi przykro że tak potoczyło się twoje życie-ta baba zaczęła mi gadać o moim życiu.
-Mnie tez jest przykro!-powiedziałam buntowniczo.
-Najlepiej będzie jeśli zaczniesz się pakować, dzisiejszą noc spędzisz w specjalnym domu dla bezdomnych matek z dziećmi będziesz miała pokój tylko dla siebie. To tylko na jedna noc.
-Nie będę spała w żadnym domu dla bezdomnych tylko tutaj i niech mi pani nie rozkazuje!-krzyczałam na nią, byłam wściekła, zła na cały świat.
-Uspokój się-powiedział spokojnym głosem ten facet.
-Jak ja niby mam się uspokoić. Nigdzie stąd nie wyjeżdżam, to mój dom i w nim będę mieszkała. A szkoła?-może dzięki temu pozwolą mi zostać w Londynie, nie potrzebny mi ojciec sama sobie ze wszystkim poradzę.
-Dzwoniliśmy już do twojej szkoły dyrektor powiedział że masz bardzo dobre oceny i tej sytuacji w jakiej obecnie jesteś możesz wyjechać, nauczyciele wystawili ci stopnie i na jutro będziesz miała wystawione świadectwo. I tak to końca roku szkolnego pozostał niecały miesiąc więc będzie mniej nauki-wszystko dokładnie mi wytłumaczyła, ale ja nie byłam z tego zadowolona. Po długich namowach tych dwoje, zaczęłam się pakować na noc do tego ośrodka, zabrałam tylko piżamę i coś na jutro, umyję się tutaj, byłam wściekła na ojca, że przyjedzie jutro, w ogóle za wszystko byłam na niego wściekła.
-Spakowana?-zapytał mnie James, bo mi się przedstawił, a ta baba nazywa się Christina. Ten James sprawiał lepsze wrażenie okazało się że ma 27 lat (ta Christina wyglądała na 50).
-Czy naprawdę muszę tam jechać?-miałam jeszcze małą nadzieję że pozwolą mi zostać-dam sobie radę, przecież to jedna noc. Jestem już samodzielna!
-Przykro mi, ale naszym obowiązkiem jest przewieść cię do ośrodka, chociaż to tylko jedna nic. Niestety nie możemy zostawić Cię tu samej.
Byłam zdruzgotana tym co się stało, ale właśnie teraz przypomniałam sobie o Naridzie, nie chcę jej zostawiać przecież mamy tylko siebie, jesteśmy jak siostry, teraz poczułam się jeszcze gorzej, na samą myśl o tym, że ją tu zostawię nie chce mi się żyć. Niestety moje błagania nic nie dały, zostałam przewieziona do tego cholernego ośrodka nie chciałam tam być te hałasy które dobiegały z innych pokoi doprowadzały mnie do szału, chciałam stąd uciec, jak najszybciej.
Nagle w mojej kieszeni poczułam wibracje, pośpiesznie wyjęłam telefon i spojrzałam na ekran. To był ojciec, odebrałam.
-Halo!
-Cześć Izzy, przepraszam Cię że przyjadę po Ciebie dopiero jutro, ale droga jest bardzo długa, jade już 2 godziny.
-Nie musisz po mnie przyjeżdżać!
-Muszę, nie mogę zostawić Cię samej.
-Słucham? Przecież już mnie zostawiłeś.
-Izzy, nie mów tak, nie układało nam się z mamą a po jej śmierci nie chciałaś ze mną jechać, bo szkoła i te inne rzeczy, i przecież zostałem z tobą przez rok ale babcia powiedziała że sobie z tobą poradzi. Myślisz, że nie chciałem Cię ze sobą zabrać, bardzo chciałem!
-Nie tłumacz się, nie musisz. A po za tym to ja nie mogę wyjechać!
-Możesz, już wszystko jest załatwione.
-A Narida?
-Poradzi sobie jakoś.
Rozłączyłam się, nie chcę stąd wyjeżdżać tu jest mój dom.
Długo o wszystkim myślałam i stwierdziłam że i tak będę musiała jechać z ojcem dlatego muszę zadzwonić do Naridy i o wszystkim jej powiedzieć.
-Halo!
-Cześć Narida!
-Hej Izzy!
-Nie zgadniesz co się stało.
-Co takiego?
-Jutro wyjeżdżam z ojcem na wieś.
-Słucham? jak to? Co się stało?
-Babcia straciła pamięć, nawet mnie nie pamięta, i ją zabrali do domu spokojnej starości a ja nocuję w jakimś ośrodku. Życie jest do bani.
-Boże Izzy, ty nie możesz wyjechać!
-Wiem, ale muszę... postaram się zrobić wszystko co tylko się da by zostać !
___________________________________________________________________________
chyba wyszedł długi ?!!... w każdym bądź razie przepraszam że tak długo nie dodawałam posta :cc mam nadzieję że się podoba, pozdrawiam i zostawcie komentarz :) ps:za wszelkie błędy przepraszam love xx
-To do jutra-powiedziałam wychodząc.
-Do jutra Izzy-odpowiedział Paul wręczając mi zrobioną przez Julie kolacje dla mnie i dla babci. Zawsze mi robili kolację, bo wiedzieli że babcia nie jest w stanie nic zrobić co najwyżej kanapki mówi że to jej specjał, czasami gotowała jakąś zupę ale teraz ja muszę się tym zajmować a Paul i Julie postanowili codziennie po pracy dawać mi kolację.
~~*~~
-Już jestem babciu-krzyknęłam wchodząc do domu-zgadnij co dzisiaj mamy na kolację-nie dokończyłam bo na łóżku babci siedziała jakaś baba z jakimś facetem. Byłam zaskoczona, co się dzieje?
-Kim państwo są?-zapytałam stojąc nieruchomo.
-Dobry wieczór Izabello. Jesteśmy pracownikami opieki społecznej.
-Słucham? Gdzie jest babcia-nogi się pode mną ugięły myślałam o najgorszy, ale po chwili z mojego pokoju wyszła babcia.-Babciu, co się stało?-zapytałam ale ona dziwnie mi się przyglądała.
-Kim pani jest? Czy ja także zapraszałam panią na herbatkę? Już mam gości!-co ona bredziła?
-Ale przecież ja jestem twoją wnuczką!-prawie krzyknęłam, ale babcia zignorowała mnie i zaczęła coś robić w kuchni.-Co tu się dzieje?-zapytałam podniesionym tonem tych dwoje spokojnie siedzących na łóżku.
-Posłuchaj Izabello!-zaczęła mówić ta baba-twoja babcia jest chora nic nie pamięta, twoja sąsiadka zauważyła jak chodziła po ulicach Londynu i pytała ludzi gdzie ona mieszka i wtedy to sąsiadka przyprowadziła ją do domu i nas wezwała.-myślałam o najgorszym ja nie chcę żeby babcię gdzieś zamknęli w jakimś domu starców.
-Co z tym robicie?-zapytałam.
-Zadzwoniliśmy już do twojego ojca jutro tu będzie.
-Słucham? Po co do niego dzwoniliście?-to najgorsze co mogli zrobić, byłam wstrząśnięta.
-Twój ojciec zabierze Cię ze sobą.
Usiadłam twardo na krześle musiałam się trochę uspokoić, miałam ogromne pragnienie, że to wszystko co się teraz dzieje to koszmarny sen z którego się zaraz obudzę. Mogę mieszkać pod mostem byle nie z ojcem !
-A co z babcią?-zapytałam żałośnie.
-Niestety, twoją babcię zabierzemy do domu spokojnej starości, tam będzie miała fachową opiekę-na moje pytanie tym razem odpowiedział ten facet.
Ciężko mi było myśleć, że rozdzielą mnie z babcią tak bardzo się ze sobą zżyłyśmy, to wszystko się dzieje tak nagle!
-Posłuchaj Izabelle, rozumiem że ciężko Ci się z tym pogodzić, bardzo mi przykro że tak potoczyło się twoje życie-ta baba zaczęła mi gadać o moim życiu.
-Mnie tez jest przykro!-powiedziałam buntowniczo.
-Najlepiej będzie jeśli zaczniesz się pakować, dzisiejszą noc spędzisz w specjalnym domu dla bezdomnych matek z dziećmi będziesz miała pokój tylko dla siebie. To tylko na jedna noc.
-Nie będę spała w żadnym domu dla bezdomnych tylko tutaj i niech mi pani nie rozkazuje!-krzyczałam na nią, byłam wściekła, zła na cały świat.
-Uspokój się-powiedział spokojnym głosem ten facet.
-Jak ja niby mam się uspokoić. Nigdzie stąd nie wyjeżdżam, to mój dom i w nim będę mieszkała. A szkoła?-może dzięki temu pozwolą mi zostać w Londynie, nie potrzebny mi ojciec sama sobie ze wszystkim poradzę.
-Dzwoniliśmy już do twojej szkoły dyrektor powiedział że masz bardzo dobre oceny i tej sytuacji w jakiej obecnie jesteś możesz wyjechać, nauczyciele wystawili ci stopnie i na jutro będziesz miała wystawione świadectwo. I tak to końca roku szkolnego pozostał niecały miesiąc więc będzie mniej nauki-wszystko dokładnie mi wytłumaczyła, ale ja nie byłam z tego zadowolona. Po długich namowach tych dwoje, zaczęłam się pakować na noc do tego ośrodka, zabrałam tylko piżamę i coś na jutro, umyję się tutaj, byłam wściekła na ojca, że przyjedzie jutro, w ogóle za wszystko byłam na niego wściekła.
-Spakowana?-zapytał mnie James, bo mi się przedstawił, a ta baba nazywa się Christina. Ten James sprawiał lepsze wrażenie okazało się że ma 27 lat (ta Christina wyglądała na 50).
-Czy naprawdę muszę tam jechać?-miałam jeszcze małą nadzieję że pozwolą mi zostać-dam sobie radę, przecież to jedna noc. Jestem już samodzielna!
-Przykro mi, ale naszym obowiązkiem jest przewieść cię do ośrodka, chociaż to tylko jedna nic. Niestety nie możemy zostawić Cię tu samej.
Byłam zdruzgotana tym co się stało, ale właśnie teraz przypomniałam sobie o Naridzie, nie chcę jej zostawiać przecież mamy tylko siebie, jesteśmy jak siostry, teraz poczułam się jeszcze gorzej, na samą myśl o tym, że ją tu zostawię nie chce mi się żyć. Niestety moje błagania nic nie dały, zostałam przewieziona do tego cholernego ośrodka nie chciałam tam być te hałasy które dobiegały z innych pokoi doprowadzały mnie do szału, chciałam stąd uciec, jak najszybciej.
Nagle w mojej kieszeni poczułam wibracje, pośpiesznie wyjęłam telefon i spojrzałam na ekran. To był ojciec, odebrałam.
-Halo!
-Cześć Izzy, przepraszam Cię że przyjadę po Ciebie dopiero jutro, ale droga jest bardzo długa, jade już 2 godziny.
-Nie musisz po mnie przyjeżdżać!
-Muszę, nie mogę zostawić Cię samej.
-Słucham? Przecież już mnie zostawiłeś.
-Izzy, nie mów tak, nie układało nam się z mamą a po jej śmierci nie chciałaś ze mną jechać, bo szkoła i te inne rzeczy, i przecież zostałem z tobą przez rok ale babcia powiedziała że sobie z tobą poradzi. Myślisz, że nie chciałem Cię ze sobą zabrać, bardzo chciałem!
-Nie tłumacz się, nie musisz. A po za tym to ja nie mogę wyjechać!
-Możesz, już wszystko jest załatwione.
-A Narida?
-Poradzi sobie jakoś.
Rozłączyłam się, nie chcę stąd wyjeżdżać tu jest mój dom.
Długo o wszystkim myślałam i stwierdziłam że i tak będę musiała jechać z ojcem dlatego muszę zadzwonić do Naridy i o wszystkim jej powiedzieć.
-Halo!
-Cześć Narida!
-Hej Izzy!
-Nie zgadniesz co się stało.
-Co takiego?
-Jutro wyjeżdżam z ojcem na wieś.
-Słucham? jak to? Co się stało?
-Babcia straciła pamięć, nawet mnie nie pamięta, i ją zabrali do domu spokojnej starości a ja nocuję w jakimś ośrodku. Życie jest do bani.
-Boże Izzy, ty nie możesz wyjechać!
-Wiem, ale muszę... postaram się zrobić wszystko co tylko się da by zostać !
___________________________________________________________________________
chyba wyszedł długi ?!!... w każdym bądź razie przepraszam że tak długo nie dodawałam posta :cc mam nadzieję że się podoba, pozdrawiam i zostawcie komentarz :) ps:za wszelkie błędy przepraszam love xx
sobota, 17 maja 2014
Rozdział 1
Swój dzień rozpoczęłam jak zawsze, najpierw szkoła potem praca to nie jest wymarzone życie szesnastolatki(prawie siedemnastolatki), ale wolę to niż mieszkanie z ojcem. Dom w którym mieszkam z babcią Louise nie jest pięknym domem bo ma dwa pokoje z czego jeden połączony jest z kuchnią i ciasną łazienką pomimo tego kocham to mieszkanie. Mój pokój to istny śmietnik wszystkiego jest tu pełno za to pokój w którym śpi babcia jest czysty i schludny, zupełne przeciwieństwo mojego. Na śniadanie babcia zrobila to co zwykle czyli tosty z dżemem i herbatę. Może nie mam luksusów jak moje koleżanki, ale wcale im tego nie zazdroszczę. Alimenty, które płaci mi tata idą na leki dla babci i na ubrania a renta babci na rachunki, dla mnie niestety to nie wystarcza i dlatego muszę pracować na kieszonkowe do szkoły i codzienne zakupy. Dość tego opowiadania o mnie czas iść do szkoly!!
Jak zawsze do szkoły jeżdżę nie autobusem lecz ba desce, którą uwielbiam, gdy na niej jadę cała odpływam i zapominam o świecie, umiem już chyba wszystkie sztuczki i jestem z tego dumna.
-Część Izzy!-krzyknęła Narida wymachując rękami.
-Hej!-przywitałam się z nią.
-Słyszałaś, że dzisiaj do naszej klasy dochodzi nowy uczeń?-zapytała podekscytowana.
-I co z tego? Nie obchodzi mnie jakiś nowy chłopak, który będzie uganiał się za laskami w krótkich spódnicach czyli nie za mną.
-Nie jesteś ciekawa jaki będzie.
-Wcale mnie to nie interesuje! I czy możemy skończyć ten temat?!
Nie lubiłam gadać o chłopakach z Naridą bo ona, gdy tylko spojrzy na ładnego chłopaka od razu się w nim zakochuje a ja taka nie jestem, poza tym po moim rozstaniu z Conorem wolę się trzymać z dala od chłopaków. Myślałam że Conor to milość mojego życia, a on był ze mną tylko dlatego że założył się z kumplem, powiedział że nic dla niego nie znaczę. Gdy się o tym dowiedziałam to znienawidziłam jego i cały świat wokól, jedyne osoby, które kocham to babcia, Narida i nie żyjąca mama. Przez Conora stałam się inną dziewczyną, już nie taką otwartą na nowe znajomości tylko zbuntowaną i gburowatą. Narida mi mówiła że muszę się z tym pogodzić, ale mi nie jest z tym łatwo, bo o tym zdarzeniu wie cała szkoła i chociaż minęło już ponad 5 miesięcy to i tak czuję się jak skończona idiotka. Straciłam poczucie własnej wartości, czuję się brzydka i głupia. Nienawidzę siebie! Wiele razy rozmawiałam na ten temat z babcią, ale ona jest chora tłumaczy mi coś a potem zupełnie o tym zapomina i mówi coś o kwiatach. Prawie zawsze tak jest! Narida próbuje mnie pocieszać, urządza jakieś imprezy tylko dla nas,, maluje mnie, przebiera ale ja w niczym nie czuję się ładna, mimo to Narida nie poddaje się i za to ja kocham że jest silna i jak coś sobie postanowi to nie odpuści, nie to co ja.
-Izzy! Izzy! patrz to ten nowy! tam stoi boże jaki on jest przystojny!-Narida krzyczała podekscytowana a ja widziałam wyżelowanego chłopaka w rurkach i skórze, który wyglądał jak bogaty nastolatek którego kręcą krótkie spódniczki. Stał koło jakiegoś wyposażonego auta. Jak dla mnie wyglądał idiotycznie, ale dla innych dziewczyn wyglądał jak najseksowniejsze ciacho. Przeszłyśmy koło niego i grupki osób które się z nim zapoznawały. Modliłam się w duchu żeby tylko nic do mnie nie powiedział.
-A co to za sierota!-usłyszałam za sobą jego głos. Przystanęłam i odwróciłam się na pięcie.
-O mnie mówiłeś?-zapytałam zaciskając pięści, co jak co ale bić to ja się umiem.
-Tak o tobie! Już miałem mówić że w tej szkole są same piękności a tu jednak takie rozczarowanie.
Wszyscy zaczęli się głośno śmiać a ja poczułam się jak ta najgorsza. Nie wahałam się długo podeszłam do niego i z całej siły uderzyłam go z pięści w nos. Od razu zalała go krew. Dziewczyny zaczęły koło niego skakać a ja poczułam się chociaż trochę lepiej.
-I kto tu jest sierotą?-krzyknęłam jeszcze do niego.
*********************
Z tego co dowiedziałam się od Naridy chłopak którego pobiłam nazywa się Josh i jest chrześniakiem dyrektora. Przez cały dzień w szkole się do mnie nie odezwał. Mam nadzieję że już mnie nie obrazi, bo to co powiedział mnie zabolało, ale nie daje tego po sobie poznać, chociaż wszystkowiedząca Narida i tak to zauważyła. Przez całą przerwę śniadaniową siedzieliśmy w milczeniu, więc miałam czas na przemyślenia, ale zamiast tego porównywałam siebie z Naridą. Cholernie zazdroszczę jej urody ma długie, czarne, lśniące włosy, ciemną karnację i duże orzechowe oczy otoczone gęstymi rzęsami. Miała wielu chłopaków czego jej też zazdrościłam, gdybym miała taki wygląd i figurę Naridy zakładałabym sukienki i krótkie spódniczki a ona zamiast tego zakłada wszelkiego rodzaju spodnie, zawsze mi powtarza, że nie znosi spódnic ale ja wiem, że ona tak się ubiera ze względu na mnie, bo chociaż bym chciała to i tak nie mam kasy na te modne ciuchy. Ja to zupełne przeciwieństwo mojej przyjaciółki wielkie biodra chociaż Narida mi mówi że są normalne, zero biustu, zniszczone ciemne włosy, jasna cera i odstający brzuch w co bym się nie ubrała to wyglądam okropnie dlatego chodzę w rurkach, t-shircie i bluzie a pozostałe dziewczyny z mojej klasy piękne szczupłe, na twarzy kilogram tapety i zawsze w miniówkach.
-To co idziemy?-z przemyśleń wyrwała mnie Nad.
-Idziemy!-już mieliśmy iść kiedy przed oczami stanął mi dyro.
-Izabelle Parker, proszę do mojego gabinetu.
Az mi się nogi ugięły o co może mu chodzić, swoją miną nie okazywał żadnych emocji. Szłam za nim szybkim krokiem, czułam na sobie spojrzenia innych, chciałam żeby ten dzień w końcu się skończył. W końcu dotarliśmy do gabinetu, dyrektor usiadł na swoim fotelu po czym kazał mi usiąść na przeciwko.
-Co się stało?-zapytałam od razu.
-Słyszałem, że pobiłaś swojego kolegę!-Ha a więc o to chodzi czy in nie ma dumy? ja na jego miejscu nie poskarżyłabym się dyrektorowi czyli jego wujkowi że pobiła mnie dziewczyna! To śmieszne.
-Czy to prawda?-zapytał po chwili.
-Tak to prawda!-powiedziałam dumna.
-Dlaczego to zrobiłaś o mało co a złamałabyś temu biednemu chłopakowi nos-szkoda jednak że nie załamałam.
-Zasłużył sobie. Wyśmiewał się ze mnie przy całej klasie. Sprowokował mnie!
-Izabelle jesteś bardzo agresywna mogłaś się nie odzywać.
-Tak jasne mogłam przejść obok tego i nic nie zrobić, nie pozwolę sobie na coś takiego, niech wie na co mnie stać.
-Dobrze wiesz, że będę musiał wyciągnąć z tego konsekwencje!
-Co pan zrobi?-zapytałam trochę przestraszona.
-Zadzwonię do twojego ojca i poinformuję go o całej sytuacji oraz na koniec roku wystawię Ci z zachowania ocenę naganną.
-Proszę niech pan zadzwoni do mojej babci nie do ojca-pewnie ojciec zaraz by tu przyjechał a tego nie chce.
-Dlaczego?
-Bo babcia się mną zajmuje nie ojciec, poza tym nie mam z nim żadnego kontaktu.
-Dobrze to mogę dla ciebie zrobić. Możesz już iść na lekcje!
Pierwszy raz kogoś uderzyłam i od razu naganne zachowanie i telefon do opiekuna, gdybym zrobiła to komuś innemu to całek rozmowy by nie było. Jedynym pocieszeniem jest to że do wakacji został niecały miesiąc. Gdy weszłam do klasy czułam na sobie spojrzenia a gdy spojrzałam wrogo na Josh'a ten uśmiechnął się zwycięsko. Usiadłam obok rozkojarzonej Naridy, nasza ławka była czwartą ławką od początku i trzecią od końca, siedzimy tu od początku gimnazjum. Zastanawiała mnie tylko jedna rzecz, dlaczego Josh doszedł do naszej klasy pod koniec roku szkolnego? Miałam nadzieję, że na moje pytanie odpowie Narida, która jest wszystkowiedząca. Postanowiłam napisać do niej liścik, bo matematyczka była zajęta przepytywaniem przy tablicy Willow.
-co wiesz jeszcze o Josh'ie?-napisałam od tak sobie.
-dużo a co konkretnie cię interesuje? ;)-Narida dyskretnie mi liścik.
-konkretnie to dlaczego pod koniec roku tu przyszedł przecież kończymy gimnazjum!?
-słyszałam od Edie, że on nie mógł sobie poradzić w tamtej szkole (podobno miał nie zdać)
Czyli już wszystko jasne tutaj miał wujka dyrektora który z pewnością przepuści do do wyższej szkoły. Czyli ten Josh jest może i przystojny ale głupi!
_________________________________________________________________________
No i wreszcie jest oto 1 ROZDZIAŁ...mam nadzieję że się podoba, to jest dopiero początek i w dalszych rozdziałach możecie się spodziewać większego rozwoju akcji . O wszystko możecie mnie pytać na asku Mój Ask . Przypominam też o obejrzeniu Zwiastunu ...Pozdrawiam i mile widziane komentarze.... aa i jeszcze jedno.. jak chcecie być informowani o nowych rozdziałach piszcie swoje aski lub tt. w komentarzach .
Przeczytałaś-eś zostaw komentarz...
Majka xx
.
Jak zawsze do szkoły jeżdżę nie autobusem lecz ba desce, którą uwielbiam, gdy na niej jadę cała odpływam i zapominam o świecie, umiem już chyba wszystkie sztuczki i jestem z tego dumna.
-Część Izzy!-krzyknęła Narida wymachując rękami.
-Hej!-przywitałam się z nią.
-Słyszałaś, że dzisiaj do naszej klasy dochodzi nowy uczeń?-zapytała podekscytowana.
-I co z tego? Nie obchodzi mnie jakiś nowy chłopak, który będzie uganiał się za laskami w krótkich spódnicach czyli nie za mną.
-Nie jesteś ciekawa jaki będzie.
-Wcale mnie to nie interesuje! I czy możemy skończyć ten temat?!
Nie lubiłam gadać o chłopakach z Naridą bo ona, gdy tylko spojrzy na ładnego chłopaka od razu się w nim zakochuje a ja taka nie jestem, poza tym po moim rozstaniu z Conorem wolę się trzymać z dala od chłopaków. Myślałam że Conor to milość mojego życia, a on był ze mną tylko dlatego że założył się z kumplem, powiedział że nic dla niego nie znaczę. Gdy się o tym dowiedziałam to znienawidziłam jego i cały świat wokól, jedyne osoby, które kocham to babcia, Narida i nie żyjąca mama. Przez Conora stałam się inną dziewczyną, już nie taką otwartą na nowe znajomości tylko zbuntowaną i gburowatą. Narida mi mówiła że muszę się z tym pogodzić, ale mi nie jest z tym łatwo, bo o tym zdarzeniu wie cała szkoła i chociaż minęło już ponad 5 miesięcy to i tak czuję się jak skończona idiotka. Straciłam poczucie własnej wartości, czuję się brzydka i głupia. Nienawidzę siebie! Wiele razy rozmawiałam na ten temat z babcią, ale ona jest chora tłumaczy mi coś a potem zupełnie o tym zapomina i mówi coś o kwiatach. Prawie zawsze tak jest! Narida próbuje mnie pocieszać, urządza jakieś imprezy tylko dla nas,, maluje mnie, przebiera ale ja w niczym nie czuję się ładna, mimo to Narida nie poddaje się i za to ja kocham że jest silna i jak coś sobie postanowi to nie odpuści, nie to co ja.
-Izzy! Izzy! patrz to ten nowy! tam stoi boże jaki on jest przystojny!-Narida krzyczała podekscytowana a ja widziałam wyżelowanego chłopaka w rurkach i skórze, który wyglądał jak bogaty nastolatek którego kręcą krótkie spódniczki. Stał koło jakiegoś wyposażonego auta. Jak dla mnie wyglądał idiotycznie, ale dla innych dziewczyn wyglądał jak najseksowniejsze ciacho. Przeszłyśmy koło niego i grupki osób które się z nim zapoznawały. Modliłam się w duchu żeby tylko nic do mnie nie powiedział.
-A co to za sierota!-usłyszałam za sobą jego głos. Przystanęłam i odwróciłam się na pięcie.
-O mnie mówiłeś?-zapytałam zaciskając pięści, co jak co ale bić to ja się umiem.
-Tak o tobie! Już miałem mówić że w tej szkole są same piękności a tu jednak takie rozczarowanie.
Wszyscy zaczęli się głośno śmiać a ja poczułam się jak ta najgorsza. Nie wahałam się długo podeszłam do niego i z całej siły uderzyłam go z pięści w nos. Od razu zalała go krew. Dziewczyny zaczęły koło niego skakać a ja poczułam się chociaż trochę lepiej.
-I kto tu jest sierotą?-krzyknęłam jeszcze do niego.
*********************
Z tego co dowiedziałam się od Naridy chłopak którego pobiłam nazywa się Josh i jest chrześniakiem dyrektora. Przez cały dzień w szkole się do mnie nie odezwał. Mam nadzieję że już mnie nie obrazi, bo to co powiedział mnie zabolało, ale nie daje tego po sobie poznać, chociaż wszystkowiedząca Narida i tak to zauważyła. Przez całą przerwę śniadaniową siedzieliśmy w milczeniu, więc miałam czas na przemyślenia, ale zamiast tego porównywałam siebie z Naridą. Cholernie zazdroszczę jej urody ma długie, czarne, lśniące włosy, ciemną karnację i duże orzechowe oczy otoczone gęstymi rzęsami. Miała wielu chłopaków czego jej też zazdrościłam, gdybym miała taki wygląd i figurę Naridy zakładałabym sukienki i krótkie spódniczki a ona zamiast tego zakłada wszelkiego rodzaju spodnie, zawsze mi powtarza, że nie znosi spódnic ale ja wiem, że ona tak się ubiera ze względu na mnie, bo chociaż bym chciała to i tak nie mam kasy na te modne ciuchy. Ja to zupełne przeciwieństwo mojej przyjaciółki wielkie biodra chociaż Narida mi mówi że są normalne, zero biustu, zniszczone ciemne włosy, jasna cera i odstający brzuch w co bym się nie ubrała to wyglądam okropnie dlatego chodzę w rurkach, t-shircie i bluzie a pozostałe dziewczyny z mojej klasy piękne szczupłe, na twarzy kilogram tapety i zawsze w miniówkach.
-To co idziemy?-z przemyśleń wyrwała mnie Nad.
-Idziemy!-już mieliśmy iść kiedy przed oczami stanął mi dyro.
-Izabelle Parker, proszę do mojego gabinetu.
Az mi się nogi ugięły o co może mu chodzić, swoją miną nie okazywał żadnych emocji. Szłam za nim szybkim krokiem, czułam na sobie spojrzenia innych, chciałam żeby ten dzień w końcu się skończył. W końcu dotarliśmy do gabinetu, dyrektor usiadł na swoim fotelu po czym kazał mi usiąść na przeciwko.
-Co się stało?-zapytałam od razu.
-Słyszałem, że pobiłaś swojego kolegę!-Ha a więc o to chodzi czy in nie ma dumy? ja na jego miejscu nie poskarżyłabym się dyrektorowi czyli jego wujkowi że pobiła mnie dziewczyna! To śmieszne.
-Czy to prawda?-zapytał po chwili.
-Tak to prawda!-powiedziałam dumna.
-Dlaczego to zrobiłaś o mało co a złamałabyś temu biednemu chłopakowi nos-szkoda jednak że nie załamałam.
-Zasłużył sobie. Wyśmiewał się ze mnie przy całej klasie. Sprowokował mnie!
-Izabelle jesteś bardzo agresywna mogłaś się nie odzywać.
-Tak jasne mogłam przejść obok tego i nic nie zrobić, nie pozwolę sobie na coś takiego, niech wie na co mnie stać.
-Dobrze wiesz, że będę musiał wyciągnąć z tego konsekwencje!
-Co pan zrobi?-zapytałam trochę przestraszona.
-Zadzwonię do twojego ojca i poinformuję go o całej sytuacji oraz na koniec roku wystawię Ci z zachowania ocenę naganną.
-Proszę niech pan zadzwoni do mojej babci nie do ojca-pewnie ojciec zaraz by tu przyjechał a tego nie chce.
-Dlaczego?
-Bo babcia się mną zajmuje nie ojciec, poza tym nie mam z nim żadnego kontaktu.
-Dobrze to mogę dla ciebie zrobić. Możesz już iść na lekcje!
Pierwszy raz kogoś uderzyłam i od razu naganne zachowanie i telefon do opiekuna, gdybym zrobiła to komuś innemu to całek rozmowy by nie było. Jedynym pocieszeniem jest to że do wakacji został niecały miesiąc. Gdy weszłam do klasy czułam na sobie spojrzenia a gdy spojrzałam wrogo na Josh'a ten uśmiechnął się zwycięsko. Usiadłam obok rozkojarzonej Naridy, nasza ławka była czwartą ławką od początku i trzecią od końca, siedzimy tu od początku gimnazjum. Zastanawiała mnie tylko jedna rzecz, dlaczego Josh doszedł do naszej klasy pod koniec roku szkolnego? Miałam nadzieję, że na moje pytanie odpowie Narida, która jest wszystkowiedząca. Postanowiłam napisać do niej liścik, bo matematyczka była zajęta przepytywaniem przy tablicy Willow.
-co wiesz jeszcze o Josh'ie?-napisałam od tak sobie.
-dużo a co konkretnie cię interesuje? ;)-Narida dyskretnie mi liścik.
-konkretnie to dlaczego pod koniec roku tu przyszedł przecież kończymy gimnazjum!?
-słyszałam od Edie, że on nie mógł sobie poradzić w tamtej szkole (podobno miał nie zdać)
Czyli już wszystko jasne tutaj miał wujka dyrektora który z pewnością przepuści do do wyższej szkoły. Czyli ten Josh jest może i przystojny ale głupi!
_________________________________________________________________________
No i wreszcie jest oto 1 ROZDZIAŁ...mam nadzieję że się podoba, to jest dopiero początek i w dalszych rozdziałach możecie się spodziewać większego rozwoju akcji . O wszystko możecie mnie pytać na asku Mój Ask . Przypominam też o obejrzeniu Zwiastunu ...Pozdrawiam i mile widziane komentarze.... aa i jeszcze jedno.. jak chcecie być informowani o nowych rozdziałach piszcie swoje aski lub tt. w komentarzach .
Przeczytałaś-eś zostaw komentarz...
Majka xx
.
niedziela, 4 maja 2014
Zwiastun...
I jak ? Podoba się ? Niebawem możecie spodziewać się pierwszego rozdziału . Pozdrawiam Majka xx.
sobota, 3 maja 2014
Prolog...
Izabelle mieszka w stolicy Wielkiej Brytanii w Londynie. Jest zbuntowana szesnastolatką mieszkającą z babcią. Niestety jej matka cztery lata temu zmarła a ojciec, który rok przed śmiercią żony się z nią rozwiódł mieszka na wsi i ma swoją stadninę koni. Izabelle nie może wybaczyć ojcu zdrady i nie chce z nim mieszkać. Uwielbia jazdę na deskorolce ma swoją jedyną przyjaciółkę Naridę, którą zna ponad 7 lat. Izzy nie jest lekko bo ukochana babcia jest chora i nie może pracować dlatego dziewczyna zatrudnia się w pobliskim sklepie. Niestety dotychczasowe życie Izzy ulega wielkiej zmianie, dziewczyna musi przyzwyczaić się do innego życia...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)